Zapanuj nad swoją kałużą

with Brak komentarzy

Listopadowe poniedziałkowe poranki dla większości z nas stanowią pewną trudność. Każdy się śpieszy, nie wyrabia się w czasie, w pośpiechu wykonujemy wiele czynności … Słowem, wszystko robimy pędem.

kaluza-i-chlapiacy-samochod

No to idę do szkoły z dziećmi. Chodnikiem. Całą noc padał deszcz. Dalej lekko siąpi. Kałuże na ulicach ogromne. Słyszę nadjeżdżający z tyłu samochód. Nie zdążyłam zareagować gdy z impetem przejechał samochód po kałuży zastawiając na nas, chodnikowych przechodniach, niezliczoną ilość czarnych kropek. W ostatniej sekundzie częściowo ochroniłam  dzieci ciałem i kątek oka dostrzegłam czerwony samochód ze specyficznym tyłem. – A niech cię – pomyślałam sobie. Widzę, że zaraz za czerwonym ochlapusem jadą kolejne samochody. Teraz schowałam dzieci za siebie i gotowa na kolejną kaskadę czarnych kropek, czekam. Czekam. Noo …. czekam. Nic. Żadnych kropek. Samochody zwalniały i delikatnie przejeżdżały przez kałużę, inne ją omijały, jeden nawet zatrzymał się  na początku kałuży, by odczekać, aż samochód z przeciwka przejedzie i ominął kałużę. Podziękowałam uśmiechem. Zanim doszliśmy do szkoły, minęliśmy jeszcze kilka kałuż, a nas minęło kilkadziesiąt samochodów. Nikt nas więcej nie ochlapał.

Dochodzę do szkoły i widzę jak z mojego czerwonego ochlapusa wysiada kobieta z dzieckiem. Zerkam na numer rejestracyjny.

– Mhhh – pomyślałam. – Dzieciaczki, chodźcie podbiegniemy do szkoły, to przegonimy parę samochodów? – zapytałam, a dzieciaki ochoczo podchwyciły pomysł.

Wchodzę do szkoły, ogarniam dzieci, lustruję powierzchnię szkolną i wybieram obiekt. – Przepraszam bardzo, czy ten czerwony samochód o numerze rejestracyjnym …. to jest Pani? – Tak, coś się stało? – zapytała kobieta. – Tak, stało się. Pani samochód przejeżdżając po ulicy, z impetem wjechał w kałużę i ochlapał mnie z dziećmi. Coś Pani wiadomo w tej sprawie? – Ojej, przepraszam. – powiedziała kobieta. Jednak bardzo szybko odzyskała zimną krew i dodała: – Wie Pani, nie mogę panować nad każdą kałużą. To jest niemożliwe.

„No nie, proszę” – pomyślałam. Dla mnie ten tekst był jak płachta na byka, więc wzięłam haust powietrza w płuca i rzekłam najspokojniej jak mogłam, w danej chwili: Proszę Pani, to jest możliwe. W drodze do szkoły, minęło mnie kilkadziesiąt samochodów, Pani pojazd był jedynym, który nas ochlapał. Po drugie, jeśli nie potrafi panować nad kałużą, to może warto zastanowić się nad byciem kierowcą? To nie tylko prowadzenie maszyny, ale przede wszystkim umiejętność myślenia. Po trzecie – dodałam i tu ugryzłam się w język, więc zakończyłam: – Proszę uważać jak Pani jeździ.

– Przepraszam – odpowiedziała kobieta, a ja odwróciłam się do wyjścia.

„Co za babsztyl” – pomyślałam. Nie panuje nad kałużą. To czego ona uczy swoje dziecko? Że można komuś zrobić krzywdę i nie panować nad tym? A co kiedy na drodze jest wiele kałuż? Robi sobie pokaz fontan?

W drodze do domu, naszła mnie refleksja. Ta kałuża stała się przykładem na moje życie. Jeśli  nie ogarniam najmniejszych, tych drobnych spraw, rzeczy, jak mogę wymagać, by całość chodziła zgodnie.

Każdy kierowca pojazdu, musi mieć nie tylko umiejętność obsługi maszyny, ale równie dużą wyobraźnię co może zrobić dobrego lub złego. Jeśli nie panuję nad kałużą, czyli nad umiejętnością ogarnięcia samego siebie, jak mogę wymagać by moje życie wyglądało idealnie? Jeśli nie panuję nad własną kałużą, jak mogę wymagać od innych jasnych i sprecyzowanych działań względem mojej osoby?

Często pytamy, dlaczego inni osiągają sukces, a ja stoję w miejscu? Bo inni mają wyobraźnię i wiedzą jak zachować się na drodze pełnej kałuż.

Kiedy doszłam do domu, usiadłam przy stole i zapisałam: Panuję nad swoją kałużą. Wiem, że mogę ją ominąć lub bardzo wolno po niej przejechać. Mogę również w nią wjechać i ochlapać innych wokół mnie. Jednak to nadal zależy ode mnie.
Ja wybieram czy i jak zapanuję nad swoją kałużą.

Leave a Reply